Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 listopada 2016
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Peeling do stóp awokado Planeta Organica Afryka
Cześć! :)
Kosmetyki Planeta Organica są dość popularne, jednakże trudno dostępne. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie produkty, które nie są dostępne stacjonarnie bez problemu znajdziemy w sklepach internetowych. Mnie z pomocą przyszedł sklep Eco Vita, który jest zaopatrzony od stóp do głów w kosmetyki naturalne.
Peeling do stóp z awokado jest zamknięty w poręcznej tubce o pojemności 75ml. Ma przyjemny, jak dla mnie orientalny zapach oraz kremową konsystencję połączoną z drobinkami (jak dowiedziałam się z ulotki, są to sproszkowane drobinki awokado). Starałam się go używać regularnie podczas długich kąpieli. Wykonując masaż wcierałam produkt, a tym samym dawałam odpocząć moim stopom po całym dniu.
Z góry zaznaczę, że nie przywiązuję większej wagi do pielęgnacji moich stóp, gdyż zwyczajnie nie sprawiają mi one najmniejszych problemów (nie są szorstkie, nie pękają, nie rogowacieją etc.). Szczerze mówiąc, mam na tyle delikatną skórę, że nawet z pumeksem spotkam się tylko dwa razy do roku, więc kremowa formuła tego peelingu jest dla mnie stworzona. W moim przypadku drobinki awokado wystarczają, by zetrzeć martwy naskórek i odświeżyć wygląd stóp. Dodatkowo są one fajnie nawilżone i niesamowicie gładkie. Jeszcze długo po kąpieli utrzymuje się przyjemny zapach, który kojarzy mi się z domowym SPA.
Za 75ml zapłacimy, tylko 11zł. Tak, w tym przypadku jest to "tylko", ponieważ produkt jest wart swojej ceny. Więcej informacji możecie znaleźć na stronie sklepu - tutaj.
sobota, 26 marca 2016
Jak przygotować ciało na wiosnę?
Cześć! :)
Ponieważ pierwszy dzień wiosny mamy już za pasem warto przygotować swoją skórę tak, aby nabrała zdrowego blasku po zimie. Jeżeli odpowiednio zadbamy o swoje ciało już teraz, bez skrępowania będziemy niebawem pokazywać się w krótkich spódniczkach czy zwiewnych sukienkach. Mnie w tych przygotowaniach pomaga seria Bielenda Golden Oils.
Zacznijmy od ultra nawilżającego peelingu do ciała Golden Oils. Ma bardzo zbitą konsystencję, ale dzięki temu naprawdę czujemy, że produkt ściera martwy naskórek, a nie tylko delikatnie go muska. Peeling Bielendy to połączenie trzech olejków - makadamia, marula oraz kukui. Po zastosowaniu produktu skóra wygląda na zdrowszą i nabiera blasku, który utraciła w czasie zimy. Cena: 19zł.
Po zmyciu peelingu do gry wkracza nawilżający olejek do kąpieli. Każdy produkt z tej serii pachnie w identyczny sposób, jednakże w przypadku tego elementu zapach jest najbardziej intensywny - po prostu obłędny! Dobrze się pieni i po zmyciu otula ciało przyjemną powłoką, która nie jest zbyt tłusta. Sprawia wrażenie porządnie nawilżonej skóry bez efektu lepkości. Cena: 18zł.
Na koniec dwa produkty, których używam zamiennie: nawilżające masło do ciała oraz olejek w sprayu. Najpierw pierwszy kosmetyk - bardzo szybko się wchłania, więc można używać go nawet po porannym prysznicu. Łagodzi uczucie suchości, a skóra staje się miękka i pachnąca. Pozostawia delikatną poświatę nadając efekt witalności. Cena: 19zł.




Olejek w sprayu stosuję na noc. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to produkt dla wszystkich, gdyż nie każdy lubi uczucie tłustej i śliskiej skóry. Niemniej dla mnie nie ma lepszego produktu, jeżeli potrzebuję intensywnego nawilżenia. Plusem jest oczywiście też forma - spray równomiernie rozpyla olejek na ciele i wymaga tylko delikatnego wmasowania. Cena: 22zł.




Po zastosowaniu wszystkich elementów (cała seria liczy więcej produktów, ale ja ograniczyłam się do tych czterech) moja skóra wygląda promiennie, a na tym zależy mi najbardziej po zimowym okresie. Produkty są dostępne w większości drogerii oraz na stronie internetowej. A Wy jakie macie sposoby na przygotowanie ciała na wiosnę? :)
poniedziałek, 8 lutego 2016
wtorek, 20 października 2015
Krem pod oczy Alterra, maseczka-peeling Fitomed, puder brązujący Decoderm.
Cześć! :)
Im większe nadzieje pokładamy w danym kosmetyku, tym mocniejsze jest nasze rozczarowanie, kiedy produkt nie sprawdza się tak jak obiecywał to producent. Krem pod oczy Alterra kieruje się chyba mottem Hipokratesa: mit primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić). Mam wrażenie, że tak głęboko wzięli sobie do serca ten cytat, że poza nieszkodzeniem nie czynią totalnie nic więcej. Hydro Augencreme stosowałam codziennie na noc. Niestety, krem ani nie nawilżał skóry wokół oczu, ani nie niwelował sinych worków, ani tym bardziej nie redukował śladów zmarszczek. Na pewno nie wydałabym na niego po raz kolejny, nawet tych kilkunastu złotych. Jak dla mnie okropny bubel zakupiony w Rossmannie.
Drugi produkt służy również do pielęgnacji twarzy, a jest to maseczka-peeling K+K marki Fitomed. Na początku stosowałam go codziennie, podczas wieczornego oczyszczania twarzy. Po zmyciu makijażu, nakładałam peeling i delikatnie masowałam skórę. Czasami, kiedy miałam więcej czasu pozostawiałam go na kilka minut na twarzy, jednak wtedy musiałam uważać, żeby nie nałożyć zbyt blisko okolic oczu, bo strasznie łzawiłam. Maseczka ma neutralny zapach, jest rzadka, a przy tym wydajna. Produkt ładnie rozjaśnił przebarwienia na buzi. Poza tym krem zupełnie inaczej wchłania się po zastosowaniu tego peelingu - skóra wręcz "pożera" zaaplikowany produkt. Kolejny plus to naturalne składniki: za to uwielbiam Fitomed! Cena za 50ml - 27zł, produkt do kupienia tutaj FITOTEKA.
Dość długo oswajałam się z pudrami brązującymi, gdyż strasznie uważałam, żeby nie wyrządzić sobie nimi więcej szkody, niż pożytku. Po pewnym czasie stał się to już mój nieodłączny element makijażu i tak zostało do dziś. Bronzer Decoderm przypadł mi do gustu we względu na swą ciepłą barwę, bo właśnie takie odcienie znacznie bardziej pasują do mojej karnacji. Puder jest zamknięty w matowym opakowaniu, z którym nic się nie dzieje: z zewnątrz nadal wygląda jak produkt w nienaruszonym stanie. Ma świetną pigmentację, wystarczy jeden delikatny ruch po tafli pudru, żeby nabrać wystarczającą ilość produktu. Utrzymuje się w nienagannym stanie na policzkach do 5h, potem wymaga już delikatnych poprawek. Pewnie stałby się moim ulubieńcem, gdyby nie jedna wada - bronzer okropnie się pyli! Po przejechaniu pędzlem, puder jest wszędzie - na opakowaniu, lusterku i Twojej białej sukience, w której miałaś wyjść! Dlatego używam go wtedy, kiedy mam więcej czasu na wyszykowanie się i wycieranie pudełeczka po aplikacji. Link do fanpage DECODERM.
Dość długo oswajałam się z pudrami brązującymi, gdyż strasznie uważałam, żeby nie wyrządzić sobie nimi więcej szkody, niż pożytku. Po pewnym czasie stał się to już mój nieodłączny element makijażu i tak zostało do dziś. Bronzer Decoderm przypadł mi do gustu we względu na swą ciepłą barwę, bo właśnie takie odcienie znacznie bardziej pasują do mojej karnacji. Puder jest zamknięty w matowym opakowaniu, z którym nic się nie dzieje: z zewnątrz nadal wygląda jak produkt w nienaruszonym stanie. Ma świetną pigmentację, wystarczy jeden delikatny ruch po tafli pudru, żeby nabrać wystarczającą ilość produktu. Utrzymuje się w nienagannym stanie na policzkach do 5h, potem wymaga już delikatnych poprawek. Pewnie stałby się moim ulubieńcem, gdyby nie jedna wada - bronzer okropnie się pyli! Po przejechaniu pędzlem, puder jest wszędzie - na opakowaniu, lusterku i Twojej białej sukience, w której miałaś wyjść! Dlatego używam go wtedy, kiedy mam więcej czasu na wyszykowanie się i wycieranie pudełeczka po aplikacji. Link do fanpage DECODERM.
Etykiety:
bronzer,
decoderm,
featured,
fitomed,
krem pod oczy,
maseczka,
peeling,
puder brązujący,
recenzja,
recenzja kosmetyków
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 listopada 2016
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Peeling do stóp awokado Planeta Organica Afryka
Cześć! :)
Kosmetyki Planeta Organica są dość popularne, jednakże trudno dostępne. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie produkty, które nie są dostępne stacjonarnie bez problemu znajdziemy w sklepach internetowych. Mnie z pomocą przyszedł sklep Eco Vita, który jest zaopatrzony od stóp do głów w kosmetyki naturalne.
Peeling do stóp z awokado jest zamknięty w poręcznej tubce o pojemności 75ml. Ma przyjemny, jak dla mnie orientalny zapach oraz kremową konsystencję połączoną z drobinkami (jak dowiedziałam się z ulotki, są to sproszkowane drobinki awokado). Starałam się go używać regularnie podczas długich kąpieli. Wykonując masaż wcierałam produkt, a tym samym dawałam odpocząć moim stopom po całym dniu.
Z góry zaznaczę, że nie przywiązuję większej wagi do pielęgnacji moich stóp, gdyż zwyczajnie nie sprawiają mi one najmniejszych problemów (nie są szorstkie, nie pękają, nie rogowacieją etc.). Szczerze mówiąc, mam na tyle delikatną skórę, że nawet z pumeksem spotkam się tylko dwa razy do roku, więc kremowa formuła tego peelingu jest dla mnie stworzona. W moim przypadku drobinki awokado wystarczają, by zetrzeć martwy naskórek i odświeżyć wygląd stóp. Dodatkowo są one fajnie nawilżone i niesamowicie gładkie. Jeszcze długo po kąpieli utrzymuje się przyjemny zapach, który kojarzy mi się z domowym SPA.
Za 75ml zapłacimy, tylko 11zł. Tak, w tym przypadku jest to "tylko", ponieważ produkt jest wart swojej ceny. Więcej informacji możecie znaleźć na stronie sklepu - tutaj.
Etykiety:
featured,
peeling,
planeta organica,
recenzja kosmetyków,
recenzje
sobota, 26 marca 2016
Jak przygotować ciało na wiosnę?
Cześć! :)
Ponieważ pierwszy dzień wiosny mamy już za pasem warto przygotować swoją skórę tak, aby nabrała zdrowego blasku po zimie. Jeżeli odpowiednio zadbamy o swoje ciało już teraz, bez skrępowania będziemy niebawem pokazywać się w krótkich spódniczkach czy zwiewnych sukienkach. Mnie w tych przygotowaniach pomaga seria Bielenda Golden Oils.
Zacznijmy od ultra nawilżającego peelingu do ciała Golden Oils. Ma bardzo zbitą konsystencję, ale dzięki temu naprawdę czujemy, że produkt ściera martwy naskórek, a nie tylko delikatnie go muska. Peeling Bielendy to połączenie trzech olejków - makadamia, marula oraz kukui. Po zastosowaniu produktu skóra wygląda na zdrowszą i nabiera blasku, który utraciła w czasie zimy. Cena: 19zł.
Po zmyciu peelingu do gry wkracza nawilżający olejek do kąpieli. Każdy produkt z tej serii pachnie w identyczny sposób, jednakże w przypadku tego elementu zapach jest najbardziej intensywny - po prostu obłędny! Dobrze się pieni i po zmyciu otula ciało przyjemną powłoką, która nie jest zbyt tłusta. Sprawia wrażenie porządnie nawilżonej skóry bez efektu lepkości. Cena: 18zł.
Na koniec dwa produkty, których używam zamiennie: nawilżające masło do ciała oraz olejek w sprayu. Najpierw pierwszy kosmetyk - bardzo szybko się wchłania, więc można używać go nawet po porannym prysznicu. Łagodzi uczucie suchości, a skóra staje się miękka i pachnąca. Pozostawia delikatną poświatę nadając efekt witalności. Cena: 19zł.




Olejek w sprayu stosuję na noc. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to produkt dla wszystkich, gdyż nie każdy lubi uczucie tłustej i śliskiej skóry. Niemniej dla mnie nie ma lepszego produktu, jeżeli potrzebuję intensywnego nawilżenia. Plusem jest oczywiście też forma - spray równomiernie rozpyla olejek na ciele i wymaga tylko delikatnego wmasowania. Cena: 22zł.




Po zastosowaniu wszystkich elementów (cała seria liczy więcej produktów, ale ja ograniczyłam się do tych czterech) moja skóra wygląda promiennie, a na tym zależy mi najbardziej po zimowym okresie. Produkty są dostępne w większości drogerii oraz na stronie internetowej. A Wy jakie macie sposoby na przygotowanie ciała na wiosnę? :)
Etykiety:
Bielenda,
featured,
kosmetyki,
masło do ciała,
olejek,
peeling,
peeling do ciała,
recenzja kosmetyków,
żel pod prysznic
poniedziałek, 8 lutego 2016
wtorek, 20 października 2015
Krem pod oczy Alterra, maseczka-peeling Fitomed, puder brązujący Decoderm.
Cześć! :)
Im większe nadzieje pokładamy w danym kosmetyku, tym mocniejsze jest nasze rozczarowanie, kiedy produkt nie sprawdza się tak jak obiecywał to producent. Krem pod oczy Alterra kieruje się chyba mottem Hipokratesa: mit primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić). Mam wrażenie, że tak głęboko wzięli sobie do serca ten cytat, że poza nieszkodzeniem nie czynią totalnie nic więcej. Hydro Augencreme stosowałam codziennie na noc. Niestety, krem ani nie nawilżał skóry wokół oczu, ani nie niwelował sinych worków, ani tym bardziej nie redukował śladów zmarszczek. Na pewno nie wydałabym na niego po raz kolejny, nawet tych kilkunastu złotych. Jak dla mnie okropny bubel zakupiony w Rossmannie.
Drugi produkt służy również do pielęgnacji twarzy, a jest to maseczka-peeling K+K marki Fitomed. Na początku stosowałam go codziennie, podczas wieczornego oczyszczania twarzy. Po zmyciu makijażu, nakładałam peeling i delikatnie masowałam skórę. Czasami, kiedy miałam więcej czasu pozostawiałam go na kilka minut na twarzy, jednak wtedy musiałam uważać, żeby nie nałożyć zbyt blisko okolic oczu, bo strasznie łzawiłam. Maseczka ma neutralny zapach, jest rzadka, a przy tym wydajna. Produkt ładnie rozjaśnił przebarwienia na buzi. Poza tym krem zupełnie inaczej wchłania się po zastosowaniu tego peelingu - skóra wręcz "pożera" zaaplikowany produkt. Kolejny plus to naturalne składniki: za to uwielbiam Fitomed! Cena za 50ml - 27zł, produkt do kupienia tutaj FITOTEKA.
Dość długo oswajałam się z pudrami brązującymi, gdyż strasznie uważałam, żeby nie wyrządzić sobie nimi więcej szkody, niż pożytku. Po pewnym czasie stał się to już mój nieodłączny element makijażu i tak zostało do dziś. Bronzer Decoderm przypadł mi do gustu we względu na swą ciepłą barwę, bo właśnie takie odcienie znacznie bardziej pasują do mojej karnacji. Puder jest zamknięty w matowym opakowaniu, z którym nic się nie dzieje: z zewnątrz nadal wygląda jak produkt w nienaruszonym stanie. Ma świetną pigmentację, wystarczy jeden delikatny ruch po tafli pudru, żeby nabrać wystarczającą ilość produktu. Utrzymuje się w nienagannym stanie na policzkach do 5h, potem wymaga już delikatnych poprawek. Pewnie stałby się moim ulubieńcem, gdyby nie jedna wada - bronzer okropnie się pyli! Po przejechaniu pędzlem, puder jest wszędzie - na opakowaniu, lusterku i Twojej białej sukience, w której miałaś wyjść! Dlatego używam go wtedy, kiedy mam więcej czasu na wyszykowanie się i wycieranie pudełeczka po aplikacji. Link do fanpage DECODERM.
Dość długo oswajałam się z pudrami brązującymi, gdyż strasznie uważałam, żeby nie wyrządzić sobie nimi więcej szkody, niż pożytku. Po pewnym czasie stał się to już mój nieodłączny element makijażu i tak zostało do dziś. Bronzer Decoderm przypadł mi do gustu we względu na swą ciepłą barwę, bo właśnie takie odcienie znacznie bardziej pasują do mojej karnacji. Puder jest zamknięty w matowym opakowaniu, z którym nic się nie dzieje: z zewnątrz nadal wygląda jak produkt w nienaruszonym stanie. Ma świetną pigmentację, wystarczy jeden delikatny ruch po tafli pudru, żeby nabrać wystarczającą ilość produktu. Utrzymuje się w nienagannym stanie na policzkach do 5h, potem wymaga już delikatnych poprawek. Pewnie stałby się moim ulubieńcem, gdyby nie jedna wada - bronzer okropnie się pyli! Po przejechaniu pędzlem, puder jest wszędzie - na opakowaniu, lusterku i Twojej białej sukience, w której miałaś wyjść! Dlatego używam go wtedy, kiedy mam więcej czasu na wyszykowanie się i wycieranie pudełeczka po aplikacji. Link do fanpage DECODERM.
Etykiety:
bronzer,
decoderm,
featured,
fitomed,
krem pod oczy,
maseczka,
peeling,
puder brązujący,
recenzja,
recenzja kosmetyków
Subskrybuj:
Posty (Atom)