środa, 26 sierpnia 2015

Cześć! :)
   Dzisiaj zgodnie z obietnicą zabieram Was w podróż w czasie, a dokładnie do 2007r. Jeżeli zdjęcia są mało widoczne, po kliknięciu na nie, otworzą się w dużym formacie. Niestety, nie mogę ustawić większych wymiarów w tym szablonie. No to zaczynamy! :)

2007/2008
  Przeglądając te zdjęcia uświadomiłam sobie, że na żadnym z nich nie mam już aparatu ortodontycznego. Musiałam go zdjąć na krótko przed 2007r.: a szkoda, bo chętnie przypomniałabym sobie teraz, jak w nim wyglądałam. Te lata przypadają na moją pierwszą i drugą klasę gimnazjum. Na zdjęciach nie mam na sobie ani grama makijażu, bo wtedy jeszcze przez głowę mi nie przeszło, że niedługo stanie się to rutyną. Włosy także w naturalnym odcieniu, jednak nie mogłam znaleźć żadnego zdjęcia w kolorach. Miałam wtedy chyba fazę na czarno-białe fotki.

   Na tych zdjęciach widać już moje "makijażowe" początki, które wołały o pomstę do nieba. Wtedy wydawało mi się, że jest super :D. Pamiętam, że pod koniec drugiej gimnazjum, na wakacje, zrobiłam sobie pierwsze pasemka, którymi byłam zachwycona.

2009
   Trzecia gimnazjum, to nieustanne eksperymenty z grzywką. Panowała wtedy moda na fryzury emo, która nie ominęła, także i mnie. Mocno pocieniowane włosy i tapir - strasznie mi się to podobało. W roku 2009 zrobiłam kolczyk w pępku - moją kartą przetargową w rozmowie z rodzicami był bardzo dobre oceny (tak, tak, byłam kiedyś kujonką) i po długich namowach ulegli. To właśnie w tym czasie, zaowocowała we mnie myśl, że to chyba ścieżka filologiczna jest tą drogą, którą chcę podążać w życiu i w ten sposób zapisałam się na profil humanistyczny w turkowskim liceum. 
 2009/2010
 Czasy licealne - do tej pory się śmieję, że gdybym teraz poznała taką osobę, jaką byłam w liceum, to raczej nie zaprzyjaźniłybyśmy się :D Teraz patrzę na to z dystansem i delikatną nutką rozbawienia. Nigdy nie przechodziłam okresu buntu, nie sprawiałam rodzicom problemów, ale za to ubóstwiałam się w różowym kolorze i robiłam sporo szumu wokół swojej osoby. To, także lata moich pierwszych imprez. Do tej pory zastanawiam się, skąd czerpałam wtedy tyle energii, na cotygodniowe tańce na Protectorze. Pozostał mi sentyment do tego miejsca, bo jakby nie było to tam poznałam wiele osób. 
  
lato 2010
   To wtedy przefarbowałam po raz pierwszy swoje włosy na rudy kolor. Byłam zachwycona tym odcieniem, ale rodzice nie pozwolili mi go przedłużyć na rok szkolny i musiałam cieszyć się nim jedynie w okresie wakacyjnym. We wrześniu z powrotem powróciłam do brązu.
  
 2010
 Na tym zdjęciu skupię się nieco dłużej, a dokładnie na jego lewej stronie. Z Asią znamy się już od przedszkola, jednak bliższe relacje zaczęły się dopiero w gimnazjum. Jak to zawsze bywa największe przyjaźnie rodzą się z kłótni. Oczywiście, poszło o chłopaka :D Kiedy już zakończyłyśmy spór, połączyłyśmy swoje siły i tak zostało do dziś. 
 W liceum do naszego teamu dołączyła Nati. Z niej akurat była wixiara jakich mało, więc szybko się wkupiła :D I tak stałyśmy się niczym papużki nierozłączki. Mam z nimi milion wspólnych wspomnień i nieraz potrafimy przegadać całe spotkanie zaczynając wszystkie zdania od "a pamiętasz...".
 2011
   Od 2011 roku zaczęłam farbować się na czarno. Kiedy patrzę na te zdjęcia lubię siebie w tym kolorze, ale teraz już bym do niego nie powróciła. Tomek jest fanem tego odcienia i często wspomina, że mogłabym do niego wrócić. Może w dalekiej przyszłości dam się namówić.
 Grudzień 2011 to dla mnie, też czas zdania prawa jazdy. Od tamtego czasu minęło już ponad 3,5 roku a ja jeszcze nie miałam żadnej kontroli policyjnej :D
2012
Baaardzo znaczący rok w moim życiu. Od samego początku zaczął się dobrze - studniówka, a tydzień później moja 18stka. To właśnie wtedy dostałam od moich przyjaciółek najwspanialszy prezent - Shameity! Nie wyobrażam sobie teraz powrotów do domu bez tej małej kruszynki czekającej na mnie za drzwiami domu.
 
 Dostawałam kiedyś sporo anonimowych komentarzy, żebym się w końcu przyznała, że doczepiałam sobie sztuczne włosy. Z ręką na sercu mówię, że nigdy (nawet na próbę) nie doczepiałam włosów. Po prostu, nie miałam takiej potrzeby, zawsze zadowalała mnie moja naturalna długość.


   Kilka miesięcy później nastąpił przełom. Zakończyłam jeden związek na korzyść drugiego. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Nigdy, nie żałowałam tego radykalnego kroku, bo okazało się, że to Tomek jest tym mężczyzną, na którego czekałam całe życie. A wiecie co najbardziej mnie w nim uwiodło? Dobroć. Mało jest w tych czasach ludzi, którzy mieliby w sobie takie pokłady bezinteresownego dobra. To piękna cecha, której wielu mogłoby mu pozazdrościć :) 

   A co u moich włosów? Tu też zaszły duże zmiany. Wielomiesięczną czerń zamieniłam na rudy. Wraz z końcem liceum, po raz drugi powróciłam do tego koloru.
  
 2012/2013
 W październiku rozpoczęłam studia filologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Początek był trudny, nie ze względu na naukę, lecz 185km, które dzieliły mnie od ukochanego. Na szczęście udało nam się wypracować wspólny harmonogram przyjazdów i przetrwaliśmy już w ten sposób licencjat. Ponadto to właśnie na studiach podjęłam decyzję o założeniu bloga (wcześniej prowadziłam jedynie photobloga). Tak, teraz z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to blog pomógł mi rozwinąć "modowe skrzydła" :)
   Nasza przyjaźń również przeszła pozytywnie tę próbę czasu. Pomimo odległości i prywatnych spraw potrafimy się zgrać i umówić na wspólne spotkanie. Nikt nie powie nam, że związek jak i przyjaźń na odległość nie mają szansy przetrwać, bo jesteśmy na to żywymi dowodami :)
2013
   W tym roku, po wielu latach zapuszczania, radykalnie skróciłam włosy. Możecie wyobrazić sobie jaki to był szok. Ku mojej radości, szybko zaczęły odrastać. 

 Pod koniec roku nawiązałam moje pierwsze współprace ze sklepami, które trwają do tej pory, a mi dostarczyło to tylko większej pewności siebie i utwierdziło mnie w  przekonaniu, że to co robię sprawia mi niesamowitą frajdę.
 2014
    Powoli zbliżamy się do końca, a ja już coraz bardziej przypominam siebie :D Jeżeli ktoś jest ze mną na blogu od dawna, to te zdjęcia powinny być mu już znane.
    Koniec roku 2014 był też dla mnie bardzo znaczący. 6 grudnia oficjalnie zaczęliśmy planować z Tomkiem najważniejszy dzień w naszym życiu, a ja nie mogę już doczekać się sierpnia 2017 roku! ;)
I na tym postanowiłam zakończyć naszą podróż. Nie ma sensu, żebym wstawiała tutaj aktualne zdjęcia z 2015 roku. Mam nadzieję, że się podobało! Dajcie znać w komentarzach :)


sobota, 22 sierpnia 2015

Cześć! :)
W następnej notce pojawi się wyczekiwany post ze starymi zdjęciami, w którym rozpiszę się trochę na temat zachodzących zmian w moim życiu. Dlatego dzisiaj bez zbędnego gadania, zostawiam Was ze zdjęciami.

Na sobie mam:
bluzka - tutaj,
spodnie - New Look,
torebka - SheIn,
sandałki - nn. 




wtorek, 18 sierpnia 2015

 Cześć! :)
   Wyczekiwane wakacje z przyczyn losowych, muszą zostać przełożone na wrzesień. Takie sytuacje uczą mnie jednego: na planuj niczego z dużym wyprzedzeniem, bo życie płata przeróżne figle.

    Czas na recenzję trzech różnych kosmetyków, które łączy wspólna firma - Ziołolek. Na pierwszy ogień idzie intensywnie regenerujący krem do rąk. Produkt jest dedykowany osobom, które chcą odbudować zniszczoną skórę dłoni. Krem pachnie cudownie za sprawą oleju kokosowego i masła shea - po zaaplikowaniu mogłabym cały czas wąchać ręce. Szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości. Dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia oraz popękane skórki. Akurat moje dłonie nie należą do wymagających części ciała, dlatego w zupełności wystarcza, jeżeli nakładam krem dwa razy w tygodniu.


   Szampon przeciw wypadaniu włosów  - zbawiennego działania czarnej rzepy próbowałam już dwukrotnie. Raz w postaci szamponu z Joanny, drugi poprzez stworzenie domowej wcierki. Niestety nie polubiliśmy się wtedy - nie dość, że zapach był nieprzyjemny, to jeszcze włosy stały się bardzo sztywne i szorstkie w dotyku. Po wcierkach ten efekt utrzymywał się nawet do 5 myć. Ale jak to mówią do trzech razy sztuka. Postanowiłam dać ostatnią szansę czarnej rzepie, nabywając szampon z Ziołoleku. Plusem jest zapach - produkt nie pachnie tak uciążliwie jak jego poprzednik, a to za sprawą olejku cytrynowego i rozmarynowego. Ma przezroczystą konsystencję i jest rzadki. Trzeba nałożyć go dość dużo, aby uzyskać pianę. Niestety ostatnia szansa, dla czarnej rzepy została zmarnowana. Pojawiła się dokładnie ta sama sytuacja: włosy stały się strasznie szorstkie w dotyku i trudne do rozczesania nawet po użyciu odżywki. To zniechęciło mnie do regularnego używania szamponu, więc nie mogę wypowiedzieć się na temat ograniczenia wypadania włosów. Nie wiem czy takie skutki czarnej rzepy pojawiają się tylko na moich włosach, czy to normalna reakcja?


   Wodoodporny balsam do opalania -  jak reszta produktów, tak i ten pachnie bardzo przyjemnie. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia białych śladów (czego nie znoszę w przypadku takich balsamów). Na skórze pozostaje uczucie przyjemnego nawilżenia, ale bez uczucia tłustego filmu. Dużym plusem jest dla mnie pojemność 100ml, ponieważ jeszcze nigdy nie udało mi się zużyć większych produktów w przeciągu jednych wakacji, a w następnym roku nadawały się już tylko do wyrzucenia.