czwartek, 28 kwietnia 2016

Cześć! :) 
   Już jutro możemy zacząć świętować długi weekend majowy. Z racji, że wykorzystujemy ten wolny czas na rodzinne obiadki i odwiedziny, postanowiłam stworzyć elegancki outfit, w którym dominującym kolorem jest biel. Biała długa marynarka rewelacyjnie komponuje się ze spodniami w tym samym kolorze. Aby utrzymać górę w równie subtelnych barwach założyłam miętową mgiełkę z ozdobnym dekoltem. Kobaltowe sandałki urozmaicają całość - miejmy nadzieję, że w maju będziemy mogły wykorzystać już ten rodzaj obuwia. 
PS. warto śledzić profil Labotti na facebooku, bo często pojawiają się tam różnego rodzaju promocje np. teraz na hasło "maj16" dostajecie -20%.
Udanej majówki! ;)

Na sobie mam:   
marynarka - SheIn,
bluzka - Mohito,
spodnie - Stradivarius,
sandałki - Labotti.


wtorek, 26 kwietnia 2016

Cześć! :)
   Takiego wpisu jeszcze u mnie nie było. Wprawdzie nie jestem kinomaniakiem, ale istnieje lista filmów, które mogłabym oglądać w nieskończoność. Zapewne wiele pozycji jest na tyle kultowych, że każdy z Was doskonale je zna, ale być może znajdzie się coś, czego nie widzieliście i zainspiruję Was do obejrzenia.

   Kilka słów od zagorzałej fanki bajek - nie mogło być inaczej i na pierwszy ogień idą wszystkie części Shreka. Z moją współlokatorką na tyle katujemy te filmy, że znamy niemalże każdy dialog na pamięć :D Fenomen Shreka tkwi w tym, że pomimo ciągłego oglądania, teksty bohaterów nieustannie mnie bawią.

   Całkiem niedawno wybrałam się z mamą na "Planetę Singli". Jak już pisałam na blogu ten film pobił moje serce. Nie jest to kolejna żenująca, polska komedia romantyczna do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, lecz pełna humoru, wyważona i wzruszająca opowieść. Trzeba wziąć pod uwagę, że nie jestem obiektywna w swojej opinii ze względu na wieloletnie uwielbienie gry aktorskiej Macieja Stuhra, niemniej wielu znajomych potwierdza moje słowa co do oceny filmu, więc coś jest na rzeczy ;).

   "Incepcja" to film z 2010. Prawie dwie i pół godziny siedziałam wpatrzona w ekran komputera jak zaczarowana. To z pewnością nie jest film, który możemy puścić sobie jako tło do prasowania ;). Wymaga skupienia, ale jest tego wart. Oglądałam go już trzy razy i za każdym razem odnajduję w nim coś nowego. I ta ostatnia scena, która niesamowicie mnie wkurza, a zarazem sprawia, że myślę o "incepcji" jeszcze kilka godzin zanim uda mi się zasnąć.

    Podobnie sprawa ma się z "Labiryntem" (2013). Pomimo, że jest strasznie długi ogląda się go bez mrugnięcia okiem, a na końcu pozostają mieszane uczucia co do głównych bohaterów i ich zachowań.

    "Służące" - przyznam, że spłakałam się jak bóbr przy tym filmie. Pokazuje rasistowski problem w latach 60. XXw. Obserwujemy zmagania czarnoskórych służących, które są traktowane w okrutny sposób przez właścicielki potężnych posiadłości. Piękna historia warta uwagi.

  Wszystkie części Harrego Pottera - no może z wyjątkiem przedostatniej, która jest dość nudna. Dwudziestotrzylatka, którą kręcą takie filmy? Otóż tak, bo to właśnie na książkach J.K. Rowling się wychowałam i słabość do magicznego świata pozostała do dziś. Jest to nieliczna pozycja, w której lektura jest tak dobra jak ekranizacja.

    "Igrzyska śmierci" oglądałam będąc już znacznie starsza (niż np. Harrego). Staram się unikać filmów w stylu "Władca pierścieni", "Hobbit" itp. więc i "Igrzyska" omijałam z daleka. Aż kiedyś obejrzałam je całkiem przypadkiem i byłam w szoku, jak ciekawa jest ta ekranizacja. Obsadzenie w głównej roli Jennifer Lawrence to dobre posunięcie ;) 

    "Chłopaki nie płaczą" oraz "Poranek kojota". Zdanie na temat tych filmów są podzielone, ja jestem zdecydowanie ich zwolenniczką, a z biegiem lat tylko nabieram do nich sentymentu. Poza tym teksty w stylu: "Koko dżambo i do przodu - to moje hasło, dobre nie?" przeszły już do historii ;).

    Do świeżynek można zaliczyć "Pokój", za który odtwórczyni głównej roli Brie Larson dostała w tym roku Oscara. Oglądając ten film kibicujemy bohaterom, aby udało im się w końcu wydostać z pokoju, a w dodatku obserwujemy genialny portret psychologiczny. Nie chcę spoilerować, ponieważ jest dość nowy i być może część z Was jeszcze go nie widziała, dlatego nie ujawniam reszty fabuły, niemniej polecam.

    "Oszukana" w roli głównej z Angeliną Jolie. Opisuje prawdziwą historię matki, która w wyniku porwania traci syna i staje się ofiarą skorumpowanej policji. Niesamowicie wzruszający, ale zarazem przerażający, kiedy zdajemy sobie sprawę do jakich absurdalnych sytuacji może dojść w cywilizowanym świecie. 

    "Do utraty sił" - ja naprawdę nie lubię filmów o sporcie, a już tym bardziej o boksie. Ale w tym przypadku robię wielki wyjątek i chylę czoła. Przepiękny i wzruszający - nawet nie przeszkadzało mi to, że co chwilę ktoś obrywa po mordzie ;)

    "Kochanice króla" - nawet jeżeli ktoś nie lubi historii, polecam obejrzeć ten film. Tam to się dopiero dzieje! Kobiety w cudownych sukniach, zdrady, romanse, zawiść, zemsta - to wszystko zamknięte w 115 minutach. 

    Może jeszcze na koniec "Chce się żyć " (2013). Polska produkcja i chociaż do samej fabuły można mieć kilka zastrzeżeń, warto obejrzeć dla gry aktorskiej Dawida Ogrodnika, który wciela się w postać upośledzonego mężczyzny.   

    Nie wymieniałam już takich tytułów jak "Titanic", "Nietykalni", "Szkoła uczuć" czy "Zielona Mila", bo każdy doskonale to zna i takich filmów nie trzeba przybliżać.  I to by było na tyle. Piszcie mi koniecznie w komentarzach jakie są wasze ulubione produkcje - z chęcią je obejrzę w wolnej chwili:)

piątek, 22 kwietnia 2016

Cześć! :)
   Kosmetykowi z wpisu zdecydowanie należy się miano ulubieńca miesiąca. Zaczynając dzisiaj pisać zorientowałam się, że używałam go tak namiętnie, że teraz bardziej nadawałby się do projektu denko niż recenzji :D Ale o kim mowa? O kremie nawilżającym, tradycyjnym, do cery tłustej i mieszanej pochodzącym ze sklepu Fitomed.   

   Krem ma beżowy kolor, lekko wpadający w żółty odcień i pachnie jak typowy tradycyjny krem, który stał zawsze u babci na półce, kiedy byłam dzieckiem. Zapach jest przyjemny i długo odczuwalny na skórze. Oczywiście powinniście się już przyzwyczaić, że w przypadku marki Fitomed mamy do czynienia z kosmetykami naturalnymi - żadnych parabenów, barwników czy substancji zapachowych. Znajdziemy w nim m.in.: wyciąg z żeń-szenia, pomarańczy czy olej rokitnikowy. 

   Jego działanie nawilżające mogę z czystym sumieniem ocenić na 5+. Po wchłonięciu kremu w skórę, czujemy komfortową, delikatnie tłustą powłoczkę na twarzy, ale nie towarzyszy temu uczucie lepkości. Dlatego nakładam go codziennie na noc + jeżeli mam wystarczająco dużo czasu na wchłonięcie się go w skórę, to również na dzień pod makijaż. 

     Istotną zaletą jest dla mnie fakt, że nie zapycha porów. Naturalne składniki oprócz tego, że działają nawilżająco, mają właściwości kojące. Za 50ml zapłacimy tylko 12,50zł. Dawno nie spotkałam się z kremem, który za tak niską cenę potrafi sprawić tak wiele dobrego dla mojej twarzy. Jeżeli chciałybyście coś kupić, a  ich sklepu partnerskiego nie ma w Waszym mieście, zamówienie można złożyć również na ich stronie internetowej.   

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Cześć! :)
   Pamiętacie wpis z przeglądem nowości w sieciówkach (link)? Już wtedy pokazywałam Wam marynarską spódniczkę z Bershki, jednak trochę czasu upłynęło zanim stworzyłam z nią stylizację. Na szczęście niedługo można będzie zacząć komponować same wiosenno-letnie outfity.  W mojej szafie brakowało bandażowej spódniczki (lub jak kto woli spódniczki pareo, bo taką nazwę też znalazłam na stronie sklepu), która będzie nienachalnie odsłaniała nogi. W połączeniu ze zwiewną koszulą w kolorze brzoskwiniowym, poręczną kopertówką i wygodnymi baletkami tworzy zgraną całość.

PS. Myślę nad stworzeniem wpisu z moimi ulubieńcami filmowymi - może zainspirowałoby to kogoś do obejrzenia jakiejś nieznanej mu pozycji. Co Wy na to? ;)

Na sobie mam:
spódniczka - Bershka,
koszula - tutaj,
torebka - Fabiola,
baletki - tutaj.